zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Poród na Polnej - Poznań

Pewnie jak każda ciężarna szukałam opinii w internecie o porodach w  szpitalu przy ul. Polnej. W internecie większość opinii jest negatywnych - bo jak było dobrze to szybko idzie w zapomnienie a jak źle to zostaje na długo w pamięci.

Polną wybrałam ze względu na najlepszy sprzęt do ratowania maleństwa "jakby coś". Mój lekarz prowadzący byl z Polnej ale nie liczyłam że akurat trafie na jego dyżur... zresztą doktor przychodzi tylko pod koniec porodu a cały poród jest pod okiem położnej - i fajnie jest jeśli jest to doświadczona położna.

Mój poród trwał dość krótko a to właśnie dzięki doświadczonej położnej. Do szpitala dotarłam z rozwarciem które nie pozwalało odesłać mnie do domu czy innej placówki - zaleca się jechać do szpitala jak skurcze są co 5 min ale myślę że każdy organizm jest inny i czasem warto słuchać siebie...

W izbie przyjęć wypełniałam dokumenty - nie kojarzę tego źle choć musiałam robić przerwy na skurcze, obsługa była wyrozumiała ale oczywiście nikt się ze mną nie ciećkał.

Kolejna sprawa to czekanie na lekarza - kobiety rodzące są przyjmowane szybciej niż pozostali pacjenci z dolegliwościami. Bardzo miło mi było jak młoda pani doktor robiła mi usg i pomimo że jakiś podstarzały doktor wleciał do gabinetu podczas naszego badania z tekstem " Marysiu, przyjmij bez badania na oddział te i te panią ja ją przebadam ale prosze na szybko!" Myślałam że zostane olana ... młoda lekarka powiedziała "dobrze juz konczę" i o dziwo badanie dalej trwało i trwało chyba z 10 minut! Nie pozbyła się mnie z gabinetu bo starszy doktor jej kazał... Podobało mi się to...

Kolejny wywiad był już na porodówce... znów masa pytań nawet podobnych do tych co były i znów z przerwami na skurcze ale panie były tak miłe że pomimo bólu można było się uśmiechnąć :)

Dobrze mieć znajomą położną. Dzięki temu nie musiałam czekać na wolną salę porodową... rodziłam na sali 02. W momencie w którym byłam był babyboom i nawet jeden lekarz już się czaił na "moją" salę 02 ale zdążyłam go ubiec ;) Dobra położna to połowa sukcesu. Często (choć wiadomo nie zawsze) potrafi tak zadziałać że akcja porodowa przyspiesza. Tak było w moim przypadku.

Polecam "malinową szkołę rodzenia" z Kórnika.

Po porodzie trafiłam na oddział 2. Atmosfera tu była serdeczna. Młode położne zawsze chętne do pomocy. Codziennie dostawałyśmy nową koszulę do spania i ciuszki dla maluszków. Dostawałyśmy też podkłady poporodowe i pieluszki (a jak brakło wystarczyło podejść do pokoju położnych). Nie było tylko wilgotnych chusteczek do czyszczenia pupek maluszków. Maluszki były codziennie oglądane, doglądane i kąpane przez personel medyczny. Można było poprosić też o wizytę położnej laktacyjnej.

Pozdrawiam :)

niedziela, 12 marca 2017, banicyja

Polecane wpisy